Wydaje mi się, że wszystko już "poukładałam" i mogę do Was wrócić. Pewnie większość myślała, że zapomniałam, zrezygnowałam... Tyle czasu nie było żadnego posta, nie zdziwię się, jeśli tego też nikt nie zobaczy, zbyt długo trzeba było czekać. Nie mam Wam za złe tego, że przestaliście odwiedzać mojego bloga. Zła to mogę być na siebie. I jestem. Żadnego ogłoszenia nie dałam, kompletnie nic. Mój błąd, wybaczcie.
Nie będę już użalała się nad sobą, na tym, co zrobiłam źle i przejdę do tematu, który na dziś przygotowałam. Rok szkolny rozpoczął się na dobre, zanim będą kolejne wakacje, musimy się trochę pomęczyć. Niedługo (w grudniu) rozpocznę kolejną świąteczną serię, ale nie wiem, co wymyślę tym razem. Dzisiaj jednak mam zamiar pokazać Wam moje przygotowywanie do szkoły.
Czyli co robię, gdy następnego dnia idę do szkoły.
Naukę, jak i odrabianie lekcji rozpoczynam od wyjęcia wszystkich książek, które będą mi potrzebne następnego dnia. Gdy zbierze się już spory ich stos, zazwyczaj wyciągam swój notatnik, mam w nim zapisane wszystkie terminy sprawdzianów, kartkówek, prac klasowych i prace domowe.
Zorganizuj czas! --- Kolejną czynnością jest oszacowanie, ile czasu powinno zająć mi odrabianie lekcji z danego przedmiotu, po czym stwierdzam, co powinnam najpierw zrobić. Najczęściej jest tak, że jeśli zbliża się jakiś sprawdzian, najpierw przygotowuję materiał, z którego będę się uczyła. To trwa najdłużej, więc robię to jako pierwsze. Potem na spokojnie odrabiam lekcje i zaczynam studiować to, co napisałam wcześniej. Gdybym nie organizowała tak wszystkiego, z pewnością wszystkie obowiązki przytłoczyłyby mnie i o wielu rzeczach najzwyczajniej w świecie zapominałabym.
Kolejnym punktem dzisiejszej notki jest odpowiedź na pytanie: Jak się uczę?
Nie chodzi tutaj o to, jakie osiągam wyniki, ale o mój sposób na naukę, oczywiście. Jak wszystko organizuję już wiecie, ale do uczenia się na sprawdzian potrzebne są inne rzeczy. Chociażby wcześniejsze wyciszenie się. Trudno mi jest określić, czy mam pamięć wzrokową, czy słuchową. Obydwie po trochu, dlatego muszę czytać wszystko po cichu, jak i kilka razy powtórzyć głośniej, tak, żebym sama słyszała to, co mówię. Nie wiem dlaczego, ale tak jest mi łatwiej zrozumieć pojęcia.
To chyba byłby koniec dzisiejszego posta, ale dla Was mam jeszcze bonus. Gdy nie mogłam zorganizować czasu na pisanie posta, nie miałam żadnego pomysłu i możliwości pisania, bo aplikacja na telefon nie jest dobrą formą pisania postów, wenę, która mnie czasem odwiedzała musiałam wykorzystać inaczej, żeby nie było, że nic nie robię. Chociaż i tej weny zabrakło... A jeszcze wyjazd pod koniec września wybił mnie z rytmu, ale wrażenia niezapomniane. Dlatego też przedstawiam Wam:
~~~BONUS~~~
Założyłam konto na Wattpadzie i piszę "książkę". Nie wychodzi mi najlepiej, tematyka, którą wybrałam, gdy naszła mnie wena nie pasuje do tego, jakie mam poglądy i trochę trudno mi jest teraz pisać o czymś takim, ale gdy mam dziwny dzień (a takich coraz mniej, bo teraz dni są jedynie smutne) to coś piszę. Dlatego nie mogę się doczekać momentu, w którym jakimiś wydarzeniami zakończę pisanie tej książki i rozpocznę następną, której tytuł już mam zaplanowany.
Tak więc zapraszam: Mgła, która odebrała nam wszystko
Naprawdę dziwna tematyka...
I do następnego posta! :*